Trwa ładowanie...
d3k4cgm
28-05-2009 13:36

Próba nieudana

d3k4cgm
d3k4cgm

Dwaj bracia stoją po dwóch różnych stronach prawa. Jeden kontynuując rodzinne tradycje, służy w policji. Drugi jest czarną owcą w rodzinie - prowadzi nocny klub i ma powiązania z przestępczym światem. Rodzinny dramat wisi w powietrzu...

Widać, że ambicje Jamesa Graya, reżysera i scenarzysty „Królów nocy”, były spore. Chciał połączyć wątek sensacyjny z tragedią niemal szekspirowską, w której bohaterowie bezskutecznie próbują walczyć z fatum. Do tego dorzucił etniczne smaczki jako, że bohaterowie pochodzą ze środowiska Amerykanów o irlandzkich korzeniach. A wiadomo, że do spraw rodzinnych Irlandczycy – przynajmniej w kinie - podchodzą równie emocjonalnie, co Włosi.

Hojnie czerpie Gray z różnych odmian kina sensacyjnego. Widać w „Królach nocy” wpływy zarówno filmów Johna Cassavetesa, jak klasycznego czarnego kryminału, widać inspirację realistycznym kinem policyjnym w rodzaju „Francuskiego łącznika” i kinem akcji. Z takiego gatunkowego melanżu czasami wychodzi smakowity kawałek kina. Jednak do sukcesu potrzebne są dodatkowo dwa elementy – solidny scenariusz i artystyczna dyscyplina.

Obu niestety zabrakło w „Królach nocy”. Scenariusz to zlepek ogranych chwytów, kiepskich dialogów i niezamierzenie komicznych sytuacji. Nie udała się też próba psychologicznego pogłębienia intrygi. Tragedia może i szekspirowska, ale James Gray jeszcze pogorszył sytuację, popadając w finale w niepotrzebny patos. Nie potrafi też budować napięcia, przeciągając niepotrzebnie niektóre sceny albo pozwalając, by strona wizualna zdominowała akcję (jak w scenie pościgu).

Z kiepskim scenariuszem bezskutecznie walczą dobrzy aktorzy. Braci zagrali Joaquin Phoenix i Mark Wahlberg. To nie pierwszy ich wspólny występ u Johna Graya. Wcześniej zagrali w równie mrocznym, ale mniej pretensjonalnym jego „Bocznym torze”.

d3k4cgm
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3k4cgm