Trwa ładowanie...
d1op2rs
19-02-2013 12:42

Filmowa pożoga

d1op2rs
d1op2rs

Koniec lutego, 2013 rok. Na ekrany polskich kin wchodzi kolejny film historyczny. „Syberiada polska“ nie jest nowym odczytaniem przeszłości. Przypomina ekranizację szkolnej lektury, czyli grzeczną, zgodną z podręcznikową prawdą opowieść o tym, co działo się z Polakami zesłanymi na Syberię podczas II wojny światowej. Uznajmy, że od tego typu filmów wymaga się dziś tylko tego, żeby były porządnie zrealizowane. Z „Syberiadą...“ mam pod tym względem spory problem. Nie dość, że w filmie są błędy logiczne i montażowe wpadki, historia jest pozbawiona autentyzmu. Z międzyludzkich relacji bije fałsz, a z przeżywanych dramatów sztuczność. Wszystkie są typowe, choć film trudno wpisać w ramy gatunku. Nazwać go melodramatem? Kroniką wydarzeń? W obu przypadkach równałoby się to popełnieniu kardynalnego błędu.

W wojenną pożogę wchodzimy śladami polskiej rodziny, która zostaje wysiedlona i przewieziona do syberyjskiego obozu pracy. Rzeczywistości mamy się przyglądać z perspektywy starszego z dwójki synów Jana i Antoniny, Staszka (Paweł Krucz)
. Gdybyśmy to robili, może udałoby się dostrzec reżyserski zamysł polegający na realizacji inicjacyjnego filmu o dojrzewaniu podczas wojny. Niezmiennie wzrok przyciąga jednak ojciec rodziny, Jan (Adam Woronowicz), który kolejny raz w swojej karierze dźwiga na ramionach ciężar ratowania filmu przed totalną katastrofą. Jan Dolina od razu wchodzi w funkcję przysłowiowego pępka, wokół którego kręci się filmowy świat. Nie ma w tym żadnej ironii. Jest raczej odrobina wdzięczności za to, że jest się kogo chwycić, kiedy sytuacja zmusza, by przebrnąć przez historię snutą przez ponad dwie godziny. Walka ma się toczyć też na indywidualnym poziomie. Żadną przeciwwagą dla Woronowicza nie jest jednak Andrii Zhurba – filmowy Sawin – ukraiński aktor, który kreuje rolę podobną tej, jaką w „Les
Miserables. Nędznikach“ (2012) Toma Hoopera miał Russell Crowe uparcie ścigający Jeana Valjeana. Między Doliną a Sawinem nic jednak nie iskrzy, bo aktorzy pod żadnym względem nie są sobie równi.

Napięcia (tym razem erotycznego) brak również między obozową świętą ladacznicą Irenką (Sonia Bohosiewicz) a sowieckim sołdatem, któremu kobieta oddaje swoje ciało w zamian za chleb dla dzieci Doliny. Za przeciwwagę dla niej można uznać umierającą w mękach Matkę Polkę Dolinową (Urszula Grabowska) lub wierną, szczerze zakochaną w Ukraińcu Sylwię (Natalia Rybicka). Scenariusz „Syberiady...“ jest rozpięty na skrajnych elementach, które w ogóle w filmie w ogóle nie zagrały. Rozciąga się między nim przestrzeń zapełniona kiepsko wyreżyserowanymi epizodami z obozowego życia. Co szczególnie interesujące, to ostatnie wcale nie wydaje się takie złe. Czy celowym zabiegiem było sprawienie wrażenia, że wysiedleńcy stworzyli w gułagu swoistą społeczność, której nie żyło się wcale najgorzej? Praca, pracą, ale opieka medyczna jest w filmie bardziej ludzka niż ta, z którą mamy do czynienia na co dzień. Słońce świeci mocniej, na leśnych polanach dziewczyny podrywa się przyjemniej, związki wydają się trwalsze, a partnerzy dużo
bardziej niż współcześnie są sobie oddani.

Nie zmienia to faktu, że obozowa, czyli pierwsza połowa filmu jest dużo gorsza od drugiej. Narracja się rozłazi i nuży. Dopiero, kiedy w filmowym świecie zostaje ogłoszona amnestia, historia nabiera rumieńców. Z historycznego reportażu o życiu w obozie ewoluuje polityczny thriller. Jego istnienie jest jednak tak wątłe, jak życie przesiedleńców. Wszystko jest szyte zbyt grubymi nićmi, a napięcie nadal nie wzrasta, bo bohaterowie pozornie uwikłani w trudne sprawy w rzeczywistości przypominają pacynki w teatrze lalek, a nie krwiste, psychologicznie wiarygodne postaci. Filmowych bohaterów nie tworzy charakteryzacja, kostiumy i umieszczenie na tle scenografii z epoki. Do realizacji dobrego filmu nie wystarczy zaś przekonanie, że opowiada się o ważnych sprawach.

d1op2rs
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1op2rs