Trwa ładowanie...
d3iy0c4
Aktualności

Ślepnąc od emocji

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ślepnąc od emocji
d3iy0c4

Lejdis z filmu „Warsaw by night” potrzebują męskiego testosteronu, dlatego postanawiają w ciągu jednej nocy zmienić swoje życie. Natalia Koryncka - Gruz chcąc stworzyć ambitny melodramat, połączyła wątki przypowieści, komedii i serialu w jeden film. Wynik nie do końca satysfakcjonuje.

Bohater filmu Marka Koterskiego „Baby są jakieś inne” mówił, że: „gdyby któregoś dnia zniknęły ze świata kobiety, nie znalazłbym powodu, żeby rano wstać z łóżka”. Natalia Koryncka – Gruz daje mężczyznom uzasadnienie do działania. Cztery kobiety mijają się tej samej nocy w klubie „Warsaw by Night”. Różni je prawie wszystko: wiek, ilość związków i oczekiwania wobec życia. Łączy je poszukiwanie intensywnych uczuć i taksówkarz rozmawiający o bilokacji. Ich spojrzenia krzyżują się w lustrach damskiej łazienki. Miejscu, w którym ocierają łzy i poprawiają makijaż. W klubie Iga (Iza Kuna) spotyka kochankę męża (Joanna Kulig), Halina (Stanisława Celińska) byłego męża, Renata (Marta Mazurek) nowego chłopaka. Najlepiej poprowadzony i najciekawszy jest jednak wątek Mai (Roma Gąsiorowska). Dziewczyna odrzuca nudnego i nachalnego partnera, aby chwilę później w klubie poznać tajemniczego nieznajomego. Mężczyzna tej nocy ma do załatwienia ważną sprawę, do której potrzebuje kobiety udającej jego żonę. Maja godzi się na taką
rolę, nie znając konsekwencji swojego postępowania. Gąsiorowska w hipnotyzujący i niezwykle wyważony sposób pokazuje przemianę z nierozważnej dziewczyny we współczującą kobietę. Historia tego spotkania jest najbardziej pogłębiona psychologicznie i najlepiej zagrana.

Reżyserka oddaje klimat bawiącego się w piątkowy wieczór miasta. Bezsenność w wielkim mieście opatrzona jest cierpieniem samotnych jednostek błąkających się po klubach jak ćmy wokół światła. Warszawa jawi się jako tajemnicza metropolia pozbawiona jednej tożsamości. Klimat ten znakomicie oddają zdjęcia Zdzisława Najdy i Michała Sobocińskiego. Nie zawodzą również aktorki, choć drażnić mogą proste zabiegi upodobniania włosów jednej z bohaterek do Emmy z „Życia Adeli”. Listę komplementów i zażaleń można by ciągnąć długo. Niestety tych drugich jest więcej. Łatwo dostrzec serialowe proweniencje Korynckiej - Gruz, szczególnie w spłyconych rozwiązaniach większości wątków. Momentami film wręcz ociera się o telenowelę. Dodatkowo reżyserka porwała się na Altmanowską konstrukcję i również poległa. Nowelom brakuje sensownego powiązania, a spojrzenia w lustro nie budują napięcia pomiędzy bohaterami i ich historiami. Wszystkie opowiedziane wątki są jednak bardzo bliskie życia. Kobiety kochają mocniej, przeżywają bardziej,
cierpią dłużej. Ale czy to nie jest operowanie szablonami? Przecież wiadomo, że życie potrafi wywrócić nasz świat do góry nogami, a miłość może być silna jak stal lub ulotna jak płatek śniegu. Zamiast inspirującej wędrówki po mieście mamy pięknie wystylizowany banał. „Warsaw by night” ma tyle twarzy, ile bohaterek filmu.

d3iy0c4

Podziel się opinią

Share

d3iy0c4

d3iy0c4